Reklama

Lepiej przemilczeć - pamiętniki księżnej Daisy von Pless

Księżna Daisy von Pless wydała trzy autobiograficzne książki. Dwie, z 1928 i 1931 r., powstały w oparciu o pamiętnik, który prowadziła, z przerwami, przez dwadzieścia pięć lat; trzecia, z 1936 r., była jej późniejszą relacją, na podstawie wspomnień i listów o ludziach i wydarzeniach, które uznała za na tyle znaczące, aby podzielić się nimi z szerszą publicznością.
O ile pierwszy tom, który ukazał się w Anglii pod tytułem „Daisy Princess of Pless by Herself“, a w Europie jako „Taniec na Wulkanie“ był wielką sensacją, drugi został spokojniej, ale lepiej przyjęty, ponieważ ingerencja edytora, majora Desmonda Chapman-Hustona, nie posunęła się w nim, jak poprzednio, do granic tuszowania lub „poprawiania“ faktów.
Księżna Daisy nie była wówczas jedyną zubożałą arystokratką, która chciała zarobić na swoich reminiscenjach. Rynek wydawniczy był wtedy nasycony rekolekcjami różnych ludzi, którzy dzieląc się wspomnieniami na temat własnej przeszłości mogli podreperować swoje podupadłe finanse. Wielką przewagą księżnej nad innymi była jej sława i niezwykle wysoka pozycja społeczna zarówno w Anglii, jak i w Niemczech oraz to, że zamiast interprecyjnego przepisywania faktów, zdecydowała się na bezpośrednie, aczkolwiek wybiórcze cytowanie z oryginalnego dziennika.


Dodać przy tym należy, że czytelników tego rodzaju literatury było mnóstwo. Większość „bohaterów“ jej notatek ciągle żyła, a pokolenie, które wydali, ciekawe było detali z przeszłości swoich przodków. Było też tysiące innych, którzy urodzili się i wzrastali w epoce edwardiańskiej, a okrutna wojna, jaka nadeszła w 1914 r., zmieniła bezpowrotnie ich świat. Nie ważne czy na lepsze, czy gorsze, sentyment pozostał…
Jedną z tych osób była Virginia Woolf, która otworzywszy drugi tom pamiętników Daisy von Pless (ten sam, który właśnie Państwu prezentujemy) nie zamknęła go dopóki nie doszła do jego końca. Dowiedziawszy się z tekstu, że jej bliska przyjaciółka, Vita Sackville-West, była kuzynką księżnej, napisała do niej 24 maja 1931 r.:
„Zmarnowałam cztery dni, kiedy powinnam była pisać, a spędziłam je czytając ksieżną Daisy von Pless, rozważając na temat jej prawdziwego charakteru i życia, pragnąc relacji od Ciebie, bo w przypisie pojawiłaś się jako „wybitna autorka“. Co za szansę miała i przegapiła brytyjska arystokracja – mam na myśli, gdyby tylko wszczepili rozum do swoich pięknych ciał i zdrowych mózgów,bo nie mogę nic na to poradzić, że Ją lubię, w jej niepohamowanym idiotyzmie i szczerości: „siedem dni jestem spóźniona… czy może to znaczyć Dziecko?“ – wydaje mi się najwyższym przymiotem człowieczeństwa, gdyby tylko nie było połączone z wrażliwością pokojówki i sentymentalnością kucharki z Surbitonu“1.
Są to zarazem piękne, jak i bardzo krytyczne słowa o księżnej Daisy, ale te piękne, odnoszące się do jej czułości i charakteru liczą się bardziej, niż te wskazujące, w oczach bądź, co bądź jednej z najznakomitszych pisarek angielskich i światowych, na jej intelektualne braki w sposobie myślenia i metodzie jego literackiego wyrażania. Czytelnik niniejszej książki powinnien mieć to w pamięci.
Księżna Daisy nie orzymała dobrego wykształcenia i nigdy nie predendowała do bycia intelektualistką. Swoim czytelnikom przedstawiła spontaniczne notatki, które robiła na gorąco, często w pośpiechu, bez wyrafinowanego zamiaru ich późniejszej publikacji. Z tego powodu są one autentyczne i szczere, a styl ich pisania nabiera drugorzędnego znaczenia. Jako tłumaczka, mogę jednak z przyjemnością przyznać, że jej słownictwo było różnorodne i bogate w synonimy, jak prawdopodobnie była jej żywa konwersacja.
Pragnąc przekazać zapiski księżnej w maksymalnie autentycznej formie, utrzymaliśmy jej zwyczaj nazywania z dużej litery ludzi i rzeczy dla niej ważnych, jak również słów pisanych kursywą, czym nadawała im, jak pokreśleniem, szczególnego akcentu. Nie cenzurowaliśmy też w tekście opinii, które, choć wówczas powszechne, dzisiaj mogłyby zostać uznane za „politycznie niewłaściwe“, wierząc że w ich analizie czytelnik przyjmie historyczny punkt widzenia. Pozwoliliśmy jednak sobie na, niezbędny czasami, podział długich i zawiłych zdań, co wiązało się także ze zmianą interpunkcji. Zostawiając oryginalne przypisy księżnej, wiele z nich uzupełniliśmy datami, jak również dodaliśmy nowe, mające na celu rozświetlenie tła historyczno-geograficznego.
Gdy pod koniec lat 1930-tych życie tak bardzo się zmieniło, że epoka edwardiańska stała się odległą przeszłością, pamiętniki o tamtych latach nabrały wręcz humorystycznego wymiaru. Wyśmiewano się z dawnych wartości i wagi towarzyskich powiązań. Referencje i znajomości, które księżna tak dumnie przytaczała, stały się tematem komicznych pastiszy. Najsłynniejszym z nich była książka Mary Dunn, zatytuowana „Lady Addle Remembers“ („Wspomnienia Lady Przygłupiej“)2.
Po kolejnych dwudziestu latach wszystko się jednak zmieniło. Wraz ze śmiercią wybitnych osób, żyjących w tamtych czasach, historyce piszący ich biografie, odkryli na nowo pamiętniki księżnej Daisy von Pless, znajdując w nich bezcenne źródło informacji. Jej książki dały im i ciągle dostarczają, unikalną wiedzę na temat życia i charakteru ich bohaterów, nie mówiąc o możliwości przytoczenia anegdot i odtworzenia kolorytu epoki, o której wszyscy mamy przeświadczenie, że była niepowtarzalną. To, że księżna Daisy, będąc naocznym świadkiem tamtych czasów, pozostawiła nam ich bogatą dokumentację, jest chyba największą po niej spuścizną.

Barbary Borkowy

Książka dostępna w sprzedaży internetowej wydawnictwa Zamek Książ: http://sklep.ksiaz.walbrzych.pl/p/64/285/pamietniki-ksieznej-daisy-von-pless-quot-lepiej-przemilczec-quot--ksiazki.html

Joomla templates by a4joomla